czwartek, 7 listopada 2019

Zostań o poranku: Rozdział 24


Rozdział 24: Fałszywe intencje

Powiedzieć, że miał kaca moralnego to mało. On był chory. Leżał w łóżku okryty kołdrą i patrzył w sufit, nie zwracając uwagi na zdołowanego Janka, który przycupnął w kącie łóżka i patrzył na niego nierozumnym wzrokiem. Taki stan rzeczy bowiem utrzymywał się od kilku godzin.
Janek przyszedł do niego po południu i zastał go… Takiego właśnie. Apatycznego, zamyślonego i bladego jak ściana. Na nic zdały się rozmowy, na nic zdał się jego monolog. Jurek wydawał się odlecieć gdzieś do innego świata i nie było z nim kontaktu. Pomrukiwał coś jedynie, patrząc w sufit, a Janek już nie wiedział, jak z nim rozmawiać.
Jurek mu się nie dziwił. Sam by nie wiedział, jak ze sobą rozmawiać. Najlepiej by było, gdyby całkowicie był tej funkcji pozbawiony; dzięki temu najpewniej nie przysparzałby tylu problemów sobie i innym.
Jak on mógł?
Wnętrzności skręciły mu się w brzuchu boleśnie.
Jak on teraz spojrzy Łukaszowi w twarz?
Myślał, a im dłużej nad tym rozważał, tym bardziej trawiła go panika. Chciałby już nigdy więcej go nie widzieć, żeby nie musieć z nim rozmawiać i nie tłumaczyć się. Bo przecież obaj przesadzili. Różnica tylko była taka, że Łukasz był w jednym z najgorszych okresów życia, a Jurek tylko mu dołożył.

poniedziałek, 14 października 2019

Zostań o poranku: Rozdział 23



Rozdział 23: Zbyt wiele
Informacja ta dochodziła do niego powoli, wprawiając go w coraz większą zadumę. Potrzebował chwili, by przeanalizować sytuację, by przemyśleć to wszystko, a im dłużej myślał, trwając w zawieszaniu, tym bardziej sprzeczne emocje w nim szalały.
Cieszył się.
I był przerażony.
Uśmiech, który powoli miał wykwitnąć na jego twarzy, przykryło zasępienie. Potem znowu poczuł, że chce się uśmiechnąć i równie szybko wróciła do niego początkowa dezorientacja. Dlatego też trwał w bezruchu, a żaden mięsień jego twarzy nawet nie drgnął.
Był bombardowany uczuciami, wspomnieniami i słowami, których ostatnio był świadkiem. Huragan w jego głowie wzmagał się, żołądek zacisnął w supeł, a brwi zmarszczyły się. Była to jego pierwsza reakcja, która wywołała za sobą lawinę następnych; Jurek pobladł, palce splótł nerwowo pod stolikiem, z tyłu potylicy i na karku poczuł gorące, nieprzyjemne dreszcze. Jakby się bał. Bał się, ale wciąż gdzieś po drugiej stronie własnej głowy czuł radość.
Ta idealna para w końcu rozpadła się na dwie, oddzielne połówki! Coś co wydawało się całością, niczym jebana pomarańcza, rozłamało się! Czy było to aż takie dziwne? Kiedy patrzyło się na taką pomarańczę pierwsze co rzucało się w oczy to gruba skóra. To ona spalała cały środek. Środek, który po odkryciu był podatny na zranienia. Wystarczyło tylko nacisnąć, a już pękał. Wcale nie stanowił nierozłącznej całości.
Z nimi było tak samo.

poniedziałek, 23 września 2019

Zostań o poranku: Rozdział 22


Rozdział 22: Rozłam

Słońce stało już wysoko na niebie, kiedy powieki Jurka w końcu się uchyliły; a uchyliły się powoli i ociężale, ukazując szare, przekrwione oczy. Te wpatrywały się chwilę w sufit, zanim dotarło do niego, gdzie się znajdował.
Wstał powoli, chwytając się za głowę, która pulsowała tępym bólem. Pod dłonią, na brzegu włosów, wyczuł wyraźnego guza. Jęknął chrapliwie, wygrzebując się z pościeli. Trudno mu było utrzymać oczy otwarte – promienie słońca, które wpadały przez oszkloną ścianę nie pozwalały im odpocząć, a na dodatek jaskrawość ta powodowała jeszcze większy ból w czaszce.
Chociaż nie tylko ona go bolała. Brzuch, zaciśnięty niczym supeł, buntował się chcąc wyrzucić z siebie cały alkohol, który mógł w nim pozostać.
Jurek ledwo zdążył do łazienki, a już wymiotował, uwieszając głowę nad muszlą klozetową.  Zapach detergentów jeszcze bardziej podrażnił mu żołądek, wnętrzności kurczyły się i rozkurczały na zmianę, a głowa nawet na chwilę nie przestawała mu doskwierać. W pewnym momencie, nie mając siły na nic innego, oparł się policzkiem o deskę i przymknął oczy.
Bolało go dosłownie wszystko. Do tego stopnia, że zastanawiał się czy przypadkiem, jakimś cudem, nie trafił wczoraj na ring bokserski albo nie wylądował pod czyimiś kołami.
Tak upłynęły mu kolejne dwie godziny, podczas których Gos nawet nie miał siły pomyśleć, że nigdy więcej nie weźmie alkoholu do ust. Jego myśli jakby nie istniały. Czuł jedynie ogromny dyskomfort, obrzydliwy, gorzki smak wymiocin, nieznośne pulsowanie i protest każdej jednej cząstki ciała, gdy wykonywał najmniejszy ruch.
To była męka. Pokiereszowana głowa była jedynie wierzchołkiem góry lodowej na tle kaca, który go męczył.

sobota, 14 września 2019

Zostań o poranku: Rozdział 21


Rozdział 21: Na terenie wroga


Kolejne dni były niczym sinusoida. Raz było dobrze, wyśmienicie wręcz, jak wtedy w mikołajki, by zaraz kompletnie się odmienić. Dlatego kiedy Jurek wstawał, nie nastawiał się szczególnie dobrze, ani źle. Zastanawiał się tylko, czy będzie to kolejny przyjemny dzień, czy może ten drugi – pełen napięcia, nerwów, kąśliwych słów czy chłodnych spojrzeń… Myślał też o ostatnich wydarzeniach, o tym jak niby ma rozwiązać się sytuacja z Dębą i kiedy przyjdzie im się spotkać ponownie; w końcu zima przyszła do nich niespodziewanie.
W nadziei oglądał prognozy pogody, które zapowiadały, że niedługo miało zrobić się cieplej, a śnieg miał się roztopić, ale obawy nie mijały, zwłaszcza kiedy patrzył za okno na grubą warstwę białego puchu.
Z jednej strony martwił się, że do wyścigów już nie dojdzie, z drugiej obawiał się samego spotkania z Dębskim, a także jego siostrą.
Najgorsze jednak było to, że nie miał żadnych informacji.
Oczywiście Jurek nie stresował się tylko tym.  Aktualnie stresował się całkiem czymś innym. Stał właśnie przed lustrem, przyglądając się odbiciu i zastanawiał się, w co on się, do cholery, wpakował. Za kilka minut bowiem miał wychodzić, a właściwie wyjeżdżać i to do tego w nieznane.

niedziela, 18 sierpnia 2019

Zostań o poranku: Rozdział 20


Rozdział 20: Mikołajki 

Kolejne dni leciały tak szybko, że Jurek nawet nie zorientował się, a był już grudzień. Jego „ulubiony” miesiąc. Taki rodzinny, świąteczny, radosny… I ciepły, mimo mrozu panującego za oknem.
Tak… Gówno prawda.
Jurek nienawidził grudnia. Głównie dlatego, że był to miesiąc spędzany z najbliższymi, a on po prostu ich nie posiadał. Miał rodziców – temu nie mógł zaprzeczyć, tyle że jego rodzice nawet nie byli razem. Ich święta były dwuosobowe. Jeden dzień z jednym, drugi z drugim, czasami spotkali się we trójkę na koniec i to było tyle. Oczywiście do świąt było jeszcze daleko. Grudzień niedawno się zaczął, ale świadomość tego, co nadchodziło już nie dawało Jurkowi spokoju. 
Mimo to teraz było trochę lepiej. Miał Janka, przyjaciela, którego zawsze mógł do siebie zaprosić, gdy dopadało go przygnębienie i samotność. Takiego, który poprawiał mu humor i sprawiał, że pomimo szarości na dworze, jego życie stawało się odrobinę bardziej kolorowe.
W pracy natomiast… To było śmieszne, ale miał Łukasza. Zwłaszcza od czasu ich wspólnej „nocy”, ich relacje jeszcze bardziej się zacieśniły, rozmowy wydłużały, a nadgodziny spędzane w gabinecie zaczynały stawać się czymś oczywistym i naturalnym, zwłaszcza kiedy Nakonieczny siedział obok.