– Ktoś tu wstał w wyjątkowo dobrym nastroju – zauważył Marcel, kiedy rano wtoczył się do kuchni, gdzie zastał rozpromienionego Kacpra. Chłopak właśnie przygotowywał im śniadanie w akompaniamencie muzyki z telefonu, do której przytupywał nogą. Na sobie miał cienki, błękitny sweter i czarne dresy, które, na Marcela oko, umazane były ciastem na naleśniki. Te, które już się usmażyły roztaczały w całej kuchni przyjemny zapach.
– To prawda – odparł i nim Marcel zdążył skraść z talerza naleśnika, on skradł mu pocałunek.
– I nawet obolałe ciało nie ma wpływu na tenże nastrój?
– Nawet w małym stopniu – powiedział przymilnie, po czym przygładził mu włosy. Niestety zaraz się odwrócił w stronę kuchenki i przerzucił naleśnika w powietrzu, zanim ten zdążył się przypalić. – Zresztą z tego co widzę też jesteś dzisiaj wyjątkowo radosny.
– Mhm, nie mogę zaprzeczyć. Nawet siniaki na tyłku mi nie przeszkadzają – wyszczerzył się, odstępując krok do tyłu, po czym wskoczył na blat, żeby towarzyszyć Kacprowi w kuchni dopóki ten nie skończy. – Przynajmniej dopóki nie usiadłem – jęknął i powiercił się szukając wygodniejszej pozycji.