Nagle bowiem rozdzwonił się telefon Kacpra, wibrując szaleńczo na stole. Obaj się skrzywili. Posłali sobie przeciągłe spojrzenia. Blondyn podszedł leniwie do stołu w głębi duszy prosząc, by połączenie się skończyło, ale niestety tak się nie stało. Zerknął na wyświetlacz, zmarszczył delikatnie czoło i odebrał, a Marcel przyglądał mu się wgnieciony w kanapę. To znaczy głównie przyglądał się wyrzeźbionemu ciału. Zwłaszcza pośladkom. Pośladki Kacper miał pierwszorzędne.
– Możesz powiedzieć temu pacanowi, żeby odbierał telefon?! – Doszło do niego w tym samym momencie, kiedy Kacper włączył tryb głośnomówiący. – Zwłaszcza od swojej matki? Przecież mnie w końcu wpakują do pierdla za te wszystkie kłamstwa.
– Nie przeszkadzaj sobie. Marcel doskonale cię słyszy – rzucił zrezygnowany Kacper i spojrzał na Rogackiego wymownie.
– Świetnie – skwitował Bartek. – No to słuchaj, Marcel, właśnie dzwoniła do mnie Ewa, odchodząc od zmysłów, dlaczego nie odbierasz i nie odzywasz się przez cały dzień. – Marcel jęknął. – Więc oczywiście jej powiedziałem, że bawimy – podkreślił wymownie ostatnie słowo – się świetnie i nam to wypadło z głowy. No i że już cię idę opierdolić i że zaraz do niej zadzwonisz. Przy okazji powiedziałem jej, jak aktywny mieliśmy dzisiaj dzień i że przez to mózgi nam się już powyłączały. Co chyba nie jest w twoim przypadku jakąś szczególną nieprawdą. – Marcel zamknął oczy, modląc się w duszy o siłę. Nie przeszkadzało mu to jednak w tym, by przyznać przyjacielowi rację. – No i to z grubsza tyle. Odezwij się do mamy. Sorry, że przeszkadzam. Wiem, że macie miły dzień.
– Bartek… – Marcel podniósł się ciężko z kanapy. – Dzięki, że nas kryłeś. Obiecuję, że to już ostatni raz.