środa, 6 lipca 2022

Druga szansa: Bonus II Wyjazd zimowy, cz. II

 Poranek był podobny. Cieszyli się swoją obecnością, chwilą spokoju, czasem tylko dla siebie. Cieszyli się wspólnym śniadaniem, słodką kawą i śniegiem sypiącym za oknem. Siedzieli razem przy stole, przed nimi leżał stos stygnących już gofrów, konfitura ze śliwek zgarnięta z jednej z szafek i świeżo pokrojone owoce, które przywieźli ze sobą. Trochę dalej stał wazon, który ponoć przetrwał w pożarze, a w nim pełno było ususzonych, wiosennych kwiatów.

Marcel poczuł się tu naprawdę dobrze, kiedy Kacper tak miło wspominał to miejsce. Miejsce, w którym, jakby nie patrzeć, mógł kiedyś zginąć. A jednak siedział tu i śmiał się, jedząc gofry. Odkąd był z Marcelem jego stosunek do słodyczy uległ delikatnej zmianie. I mimo że wciąż nie był takim łasuchem, właściwie dalej było mu do niego daleko, to czasami ulegał pokusie i, tak jak teraz, jadł słodkości wspólnie z Marcelem.

Może właśnie dlatego to robił. W końcu wspólnie z Marcelem miał zamiar również pójść na studia. Wspólnie z nim był.

– Czemu się tak uśmiechasz? – Usłyszał obok i roztargniony zerknął w niebieskie oczy.

– Bez przyczyny – odparł, chwytając chłopaka za rękę. Wsunął palce między jego palce i siedział tak przez chwilę, patrząc na splecione dłonie. – Czy na początku… Kiedy jeszcze nawet nie mogłem na ciebie patrzeć, chociażby przeszło ci przez myśl, że to – uścisnął mocniej jego dłoń – mogło się tak skończyć? – zapytał, wbijając w chłopaka uważne spojrzenie.

poniedziałek, 4 lipca 2022

Druga szansa: Bonus II Wyjazd zimowy, cz.I

 Umm, hej? Ktoś ma ochotę na trochę zimy w środku lata? Bo jak tak, to przychodzę do Was z idealnym tekstem. A raczej jego częścią, bo jest tego troszkę. No i nie mogę obiecać, że nie zrobi Wam się jednak odrobinę gorąco... Bo to zdecydowanie dodatek 18+. Dla tych którzy byli spragnieni czułości między chłopakami tutaj to będzie. Dlatego czujcie się ostrzeżeni (albo zachęceni)!

Chociaż ostrzec to chcę  Was bardziej przed wszechobecnym puchem (i nie chodzi o śnieg) i fluffem. Będzie słodko, więc jak ktoś potrzebuje trochę ciepła w życiu tooo... myślę, że to Wam go dostarczy, a jak ktoś nie toleruje, to odradzam. Żeby nie było, że nie uprzedzałam! 

Kolejna kwestia, bardzo proszę czytać ten dodatek  po lekturze "Zostań o poranku". Mimo że starałam się za bardzo nie spoilerować, to jednak nawiązuje tu do pewnych wydarzeń, które się tam podziały. 

No i zapraszam też wszystkich stałych bywalców DS do mojego nowego tekstu, który publikuję, bo wiecie, wracam na dzielnie, więc trochę tych moich wypocin się będzie pojawiać w niedługim czasie. Sam ten dodatek będzie miał jeszcze dwie lub trzy części - jeszcze nie wiem, jak go podzielę. 

Czuję też, że zdecydowanie lepiej byłoby to opublikować w zimę, najlepiej w grudniu, ale prawdopodobnie znowu bym przegapiła moment... (bo już trochę ten tekst leży u mnie w szufladzie). Także wstawiam teraz i miłego czytania! 

***

Kilka miesięcy temu Marcel nigdy by nie pomyślał, że znajdzie się w takiej sytuacji i czasami nawet teraz było mu w to trudno uwierzyć. Wylegiwał się właśnie w łóżku, będąc przykrytym aż po brodę puchatą kołdrą, a Kacper leżał przy nim. Zerkał na niego dyskretnie, a oczy mu przy tym lśniły, jak gdyby wpatrzone były w jakieś diamenty, a nie w jego zaspane oblicze.

– Dzień dobry. – Głos miał delikatnie zachrypnięty, jak zawsze z rana.

– Dzień dobry – odpowiedział cichutko, odnajdując pod kołdrą dłoń chłopaka. Przysunął się bliżej gorącego ciała, które bez wahania przygarnęło go do siebie. Marcel mruknął z zadowoleniem i pozwolił sobie oprzeć policzek o silne ramię. Chwilę potem poczuł muśnięcie na włosach i uśmiechnął się rozespany. – Nie możesz chociaż raz pospać dłużej? – zapytał po chwili błogiego lenistwa, wędrując palcami po Kacprowym brzuchu.

– Rozpraszasz mnie – powiedział ciepło z nutą zadowolenia w głosie.

– W spaniu?

– Mhm.

niedziela, 3 lipca 2022

Lis w owczej skórze: Rozdział 2

Rozdział 2

Miał całą długą noc, aby rozmyślać nad wszystkim, co do tej pory zrobił i co jeszcze go czekało. Te myśli nie napawały go optymizmem. Musiał przed sobą przyznać, że się bał. Jeszcze nigdy nie znalazł się w takim niebezpieczeństwie. Zawsze ze wszystkiego wychodził obronną ręką. W końcu jednak musiał się sparzyć. Igranie z ogniem tym właśnie się kończyło, był tego świadomy, wcześniej tylko nie przyjmował tego do wiadomości. Wypierał to. Wydawało mu się, że jest w tym lepszy, w końcu tyle razy wymigiwał się z każdych kłopotów, okazało się jednak, że to Cezary wyszedł na prowadzenie. Wszystko przez tę pieprzoną Alicję… 

Gdyby nie ona mógłby tę pierwszą noc nowego roku spędzić z Jerzym. Siedziałby w jego żółtym fotelu, rozkoszując się gorącą herbatą i rozmawiałby z nim godzinami. Uwielbiał z nim żartować i droczyć się. Kiedy go poznawał nigdy nie pomyślałby, że mógłby poczuć do niego chociaż nić sympatii. Teraz ta nić przypominała gruby sznur, który pękł i strzelił boleśnie w nich obu. Chociaż Janek podejrzewał, że w Gosa uderzył mocniej. 

Miał wyrzuty sumienia, jakich nigdy nie doświadczył. W głowie rozważał inne opcje, jak mogłaby się potoczyć całą ta sytuacja, gdyby nie kłamał. Może gdyby powiedział Jurkowi prawdę, ten nie tylko by mu wybaczył, ale nawet pomógł? 

niedziela, 26 czerwca 2022

Lis w owczej skórze: Rozdział 1

 Został popchnięty, gdy schodził z klatki schodowej w kamienicy i prawie potknął się o własne nogi. Czuł, że traci grunt. Widział, jak powierzchnia schodów zbliża się nieubłaganie. Na domiar złego ciężka torba na ramieniu ciągnęła go w dół. Na szczęście wciąż był w formie, dlatego w ostatnim momencie złapał się poręczy i uratował kolana przed zdarciem, a twarz od sińców.

Kroki na klatce ucichły. Cisza stała się przytłaczająca, a Janek czuł, że dwie pary oczu wbite są prosto w jego plecy.

Wpatrywali się w niego, gdy zaczął mozolnie podciągać się na poręczy aż nie stanął na równe nogi i jak gdyby nigdy nic poprawił torbę na ramieniu. Bez słowa przemierzył półpiętro, nie patrząc na dwójkę oprawców.

Gdyby spojrzał ujrzałby wymalowane na twarzy Alicji zadowolenie. To ona go popchnęła. Oczy miała zmrużone jak kot, który łapami ściskał mysz w garści i ciągnął ją za ogon dla zabawy. Sprawiało jej to radość. Cezary to zauważył i zerknął na nią nieprzychylnie. W pierwszym odruchu wyciągnął dłoń, aby chwycić za kurtkę lecącego chłopaka, jednak tak szybko, jak tylko ręka mu drgnęła od razu odpuścił. Zacisnął szczękę. Janek zasłużył na coś znacznie gorszego i jeszcze tego doświadczy, Cezary był tego pewien, w końcu planował dać mu nauczkę od dawna. Nie chciał jednak, by Alicja chociaż tknęła go palcem.

czwartek, 23 czerwca 2022

Lis w owczej skórze: Prolog

 Hej, cześć! Witam wszystkich, którzy postanowili tu zajrzeć. Długo nie przychodziłam z niczym nowym, hm? Cóż, to nawet nie powinno być pytanie. Przepraszam, że tyle musieliście czekać na kontynuację losów bohaterów, których znacie i (o ile mnie pamięć nie myli) lubicie. Jak być może zauważyliście z opisu, chodzi o Janka, najlepszego przyjaciela Jurka. Ciągle dostaję od Was komentarze na jego temat i wciąż na mnie krzyczycie, że jak tak mogłam urwać jego wątek bez słowa wyjaśnienia... Cóż, no wiecie... W planach miałam, że dostanie swój tekst, w którym wszystko się wyjaśni. I raczej nie będzie to krótkie opowiadanie, od razu ostrzegam (tudzież zachęcam). 
Ale ten moment to tyle, zostawiam Was z tekstem i... miłego! 
___
Śledził uważnym wzrokiem mężczyznę, który biegł przez park miarowym tempem. Z błyskiem w oku, zdradzającym rodzącą się fascynację, zauważał wiele szczegółów. Kroki mężczyzny były sprężyste, wyważone. Wybijał się na palcach, lądował miękko na piętach, a jego ciało było jak struna. Naprężone i silne, w formie, o której każdy amator lekkoatletyki mógłby jedynie pomarzyć. Mięśnie, które pracowały ciężko już od godziny pewnie bez większego wysiłku mogłyby znieść powtórkę tej trasy, a może nawet maraton. Zdawało się bowiem, że jedyną reakcją na tak duży wysiłek był pojawiający się na jego czole pot. W mocnym świetle żółtego światła latarni wyraźnie było widać, jak kropelki gubiły się w brwiach mężczyzny i spływały po skroniach, przez policzki, dolatując niemal na wysokość ust. Zanim jednak warg dotknął słonawy posmak, ręka szybkim ruchem ocierała wilgoć z twarzy. Nogi pracowały dalej w idealnym rytmie, gotowe biec, aż nie dotarłyby do domu.
Tyle że plan był inny.