niedziela, 3 lipca 2022

Lis w owczej skórze: Rozdział 2

Rozdział 2

Miał całą długą noc, aby rozmyślać nad wszystkim, co do tej pory zrobił i co jeszcze go czekało. Te myśli nie napawały go optymizmem. Musiał przed sobą przyznać, że się bał. Jeszcze nigdy nie znalazł się w takim niebezpieczeństwie. Zawsze ze wszystkiego wychodził obronną ręką. W końcu jednak musiał się sparzyć. Igranie z ogniem tym właśnie się kończyło, był tego świadomy, wcześniej tylko nie przyjmował tego do wiadomości. Wypierał to. Wydawało mu się, że jest w tym lepszy, w końcu tyle razy wymigiwał się z każdych kłopotów, okazało się jednak, że to Cezary wyszedł na prowadzenie. Wszystko przez tę pieprzoną Alicję… 

Gdyby nie ona mógłby tę pierwszą noc nowego roku spędzić z Jerzym. Siedziałby w jego żółtym fotelu, rozkoszując się gorącą herbatą i rozmawiałby z nim godzinami. Uwielbiał z nim żartować i droczyć się. Kiedy go poznawał nigdy nie pomyślałby, że mógłby poczuć do niego chociaż nić sympatii. Teraz ta nić przypominała gruby sznur, który pękł i strzelił boleśnie w nich obu. Chociaż Janek podejrzewał, że w Gosa uderzył mocniej. 

Miał wyrzuty sumienia, jakich nigdy nie doświadczył. W głowie rozważał inne opcje, jak mogłaby się potoczyć całą ta sytuacja, gdyby nie kłamał. Może gdyby powiedział Jurkowi prawdę, ten nie tylko by mu wybaczył, ale nawet pomógł? 

niedziela, 26 czerwca 2022

Lis w owczej skórze: Rozdział 1

 Został popchnięty, gdy schodził z klatki schodowej w kamienicy i prawie potknął się o własne nogi. Czuł, że traci grunt. Widział, jak powierzchnia schodów zbliża się nieubłaganie. Na domiar złego ciężka torba na ramieniu ciągnęła go w dół. Na szczęście wciąż był w formie, dlatego w ostatnim momencie złapał się poręczy i uratował kolana przed zdarciem, a twarz od sińców.

Kroki na klatce ucichły. Cisza stała się przytłaczająca, a Janek czuł, że dwie pary oczu wbite są prosto w jego plecy.

Wpatrywali się w niego, gdy zaczął mozolnie podciągać się na poręczy aż nie stanął na równe nogi i jak gdyby nigdy nic poprawił torbę na ramieniu. Bez słowa przemierzył półpiętro, nie patrząc na dwójkę oprawców.

Gdyby spojrzał ujrzałby wymalowane na twarzy Alicji zadowolenie. To ona go popchnęła. Oczy miała zmrużone jak kot, który łapami ściskał mysz w garści i ciągnął ją za ogon dla zabawy. Sprawiało jej to radość. Cezary to zauważył i zerknął na nią nieprzychylnie. W pierwszym odruchu wyciągnął dłoń, aby chwycić za kurtkę lecącego chłopaka, jednak tak szybko, jak tylko ręka mu drgnęła od razu odpuścił. Zacisnął szczękę. Janek zasłużył na coś znacznie gorszego i jeszcze tego doświadczy, Cezary był tego pewien, w końcu planował dać mu nauczkę od dawna. Nie chciał jednak, by Alicja chociaż tknęła go palcem.

czwartek, 23 czerwca 2022

Lis w owczej skórze: Prolog

 Hej, cześć! Witam wszystkich, którzy postanowili tu zajrzeć. Długo nie przychodziłam z niczym nowym, hm? Cóż, to nawet nie powinno być pytanie. Przepraszam, że tyle musieliście czekać na kontynuację losów bohaterów, których znacie i (o ile mnie pamięć nie myli) lubicie. Jak być może zauważyliście z opisu, chodzi o Janka, najlepszego przyjaciela Jurka. Ciągle dostaję od Was komentarze na jego temat i wciąż na mnie krzyczycie, że jak tak mogłam urwać jego wątek bez słowa wyjaśnienia... Cóż, no wiecie... W planach miałam, że dostanie swój tekst, w którym wszystko się wyjaśni. I raczej nie będzie to krótkie opowiadanie, od razu ostrzegam (tudzież zachęcam). 
Ale ten moment to tyle, zostawiam Was z tekstem i... miłego! 
___
Śledził uważnym wzrokiem mężczyznę, który biegł przez park miarowym tempem. Z błyskiem w oku, zdradzającym rodzącą się fascynację, zauważał wiele szczegółów. Kroki mężczyzny były sprężyste, wyważone. Wybijał się na palcach, lądował miękko na piętach, a jego ciało było jak struna. Naprężone i silne, w formie, o której każdy amator lekkoatletyki mógłby jedynie pomarzyć. Mięśnie, które pracowały ciężko już od godziny pewnie bez większego wysiłku mogłyby znieść powtórkę tej trasy, a może nawet maraton. Zdawało się bowiem, że jedyną reakcją na tak duży wysiłek był pojawiający się na jego czole pot. W mocnym świetle żółtego światła latarni wyraźnie było widać, jak kropelki gubiły się w brwiach mężczyzny i spływały po skroniach, przez policzki, dolatując niemal na wysokość ust. Zanim jednak warg dotknął słonawy posmak, ręka szybkim ruchem ocierała wilgoć z twarzy. Nogi pracowały dalej w idealnym rytmie, gotowe biec, aż nie dotarłyby do domu.
Tyle że plan był inny.

Lis w owczej skórze

 

Opis: Janek nie był jak wszyscy inni chłopcy w jego wieku, chociaż pozornie wiele się od nich nie różnił. Wygadany i śmiały, miał w sobie urok, który przyciągał uwagę. Poza tym był przyjacielski i kochany, niemal do rany przyłóż! Na tym oczywiście jego liczne zalety się nie kończyły. Gdyby mógł to pewnie wyliczałby je w nieskończoność. Wad kilka też by znalazł. Największą było to, że bardzo strachliwy był z niego chłopak. Potrafił dostać gęsiej skórki, kiedy wchodził w ciemne uliczki i kulił się, kiedy na swojej drodze mijał warczącego psa... Taki był Janek. Gdybyś go poznał na pewno byś go polubił. Może nawet zaprzyjaźnilibyście się. Jeśli wszystko poszłoby dobrze istniała szansa, że nawet by z tobą zamieszkał... Karmiąc cię słodkimi kłamstwami, w które wierzyłbyś ufnie. Cóż, jeżeli myślałeś, że Janek nie jest jak wszyscy inni chłopcy w jego wieku... Nie myliłeś się. Nie był. Właściwie rzecz ujmując... nawet nie istniał. No chyba że w głowie pewnego sprytnego Lisa. Aleksego Lisa.

 Historia jest kontynuacją losów bohatera przedstawionego w "Zostań o poranku", dlatego nie polecam czytać Lisa bez znajomości poprzednich moich tekstów!

Ostrzeżenia: przemoc, wulgaryzmy, sceny śmierci, opisy seksu, alkohol, narkotyki
Gatunek: Akcja/romans

Status: Nieskończone

Data publikacji: 23.06.2022 ????

Korekta: brak

Ograniczenia wiekowe: 18+

Spis treści:

niedziela, 6 czerwca 2021

Po drugiej stronie lustra: Część V

 


W gospodzie było gwarno. Mimo późnej godziny zgromadzeni mężczyźni nie byli śpiący. Wydawali się mieć więcej energii niż za dnia. Być może za sprawą alkoholu, być  może przez grę w kości i związane z hazardem emocje. Jedni wygrywali, drudzy przegrywali, jedni posyłali drugim zadowolone uśmieszki, inni milkli markotnie. Zapach potu był wszechobecny i przytłaczający. Wzmacniał się z każdą godziną, był gorzki, piekący. Na dworze nie było wiatru, który mógłby wpaść przez otwarte okiennice i rozdmuchać duchotę. Gorąco unosiło się w powietrzu, wzmagając intensywność zapachów i działanie alkoholu. 

Philip kończył właśnie czwarty kufel piwa, od którego szumiało mu w głowie. Gdyby mógł wziąłby jeszcze jeden, ale nie miał już na to pieniędzy. Jakaś rozsądniejsza myśl podpowiedziała mu, że to dobrze, że nie wziął więcej monet – wtedy na pewno by się nie pohamował i wydałby je wszystkie, byle tylko jeszcze dłużej utrzymać ten stan. To błogie uczucie i rozluźnione ciało. Umysł wolny od zmartwień… 

Potrzebował tego. Zwłaszcza po informacji, jakie dostał od Merilyn, które doszczętnie namieszały mu w głowie. Czy to szaleństwo wdzierało się podstępem do jego myśli, czy to cały świat był przeciwko niemu? Nie był pewien. Niczego nie był pewien! 

Chciał w jednej chwili zerwać się z miejsca i pobiec do Pedra, by sprawdzić, czy ten wciąż miał pergamin, czy tego również sobie nie wymyślił… Ale przecież pamiętał dokładnie drogę, którą pokonał do domu przyjaciela. Pamiętał jego ojca stojącego w drzwiach. Kolację, którą go poczęstowano i zwinięty pergamin.  Pergamin namacalny i stary, zapisany słowami ich przodków, który Pedro trzymał w dłoniach i starał się rozszyfrować.