wtorek, 30 czerwca 2020

Zostań o pornaku: Rozdział 33

Rozdział 33: Palenie mostów

Łukasz był cienką granicą, która odgradzała Jerzego od całkowitego załamania. Był motywacją, by wstać z łóżka; nadzieją, która tliła się w nim niczym dogasająca świeczka. Łukasz był. Ale Jurek nie wiedział, jak długo jeszcze potrwa ten stan. To sprawiało, że nadzieja zamiast tlić się mocno, roztaczając ciepło w  jego sercu, drżała i gotowa była zgasnąć przy najmniejszym podmuchu.

To przerażało nawet kiedy Łukasz spał spokojnym snem w jego sypialni, kiedy uśmiechał się do niego miękko i kiedy przyciągał go do siebie.

Jerzy bardzo chciałby w to wierzyć, tyle że nie potrafił.

Dręczyły go koszmary, których nigdy wcześniej nie doświadczał. Każdy jeden był gorszy od poprzedniego i chociaż wiedział, że jego własna głowa go sabotowała, przyjmował to od siebie. Z każdym dniem, a minęło ich kilka, coraz trudniej było mu się przed tym bronić, zwłaszcza kiedy Łukasz w jego snach był taki.

Na samo wspomnienie po plecach Jerzego przeszły zimne deszcze.

Wstał od stołu, przy którym pił kawę i podszedł do okna. Odsunął białą firankę i spojrzał na Łukasza wsiadającego do samochodu. Pierwszy raz odkąd to wszystko się wydarzyło miał zostać sam. Na tę myśl czuł w sercu dziwną pustkę, ale też i ulgę. Miał dość udawania, że jakoś się trzyma, gdyż było to dalekie od prawdy.

Patrzył jak kochanek odjeżdża z parkingu. Zastanawiał się, o czym mógł teraz myśleć? Też poczuł ulgę, na myśl, że będzie mógł odetchnąć i pobyć chwilę w samotności, nie martwiąc się o każde słowo skierowane do Jurka? A może martwił się jeszcze bardziej tym, co zastanie kiedy wróci?

…O ile wróci.

niedziela, 31 maja 2020

Zostań o poranku: Rozdział 32



Rozdział 32: Niepewności 

Obudził się czując ciepłą dłoń na policzku, która gładziła delikatnie jego skórę. Było mu błogo. Trwał w stanie zawieszenia między jawą a snem i żeby zatrzymać to uczucie, otoczył się szczelnie miękką pościelą, zatopił w nią głębiej i odetchnął sennie, czując lekkie muśnięcia opuszek palców na całym policzku, brodzie, ustach, na łuku brwiowym i skroni. Mógłby się zatrzymać w tej chwili na zawsze. Chciałby tego. Brak myśli w głowie, całkowita beztroska, ciepło i czułość…
Ile on by oddał, żeby mieć to przez cały czas.
Palce powoli powędrowały wyżej aż zatopiły się w kasztanowych włosach i zaczęły przeczesywać je wolno, tak że Jurek już prawie znowu pogrążył się we śnie. Przypominało mu to jak we wczesnym dzieciństwie rodzice wybudzali go powoli, by rozpoczął kolejny, wielki dzień.
Ten dzień nie będzie wielki, tak jak i ostatnie nie były.
Senny stan odchodził. Błogość ustawała. Serce zatrzepotało szybciej i głośniej, przypominając sobie o czymś, co do głowy Jurka dotarło dopiero po sekundzie. Otworzył oczy, zaciągając się powietrzem i gdy tylko to zrobił, wychylił się przez brzeg łóżka. Zaczął wymiotować. Ostry zapach wymiocin uderzył go w nozdrza, a gorzki, cierpki smak osiadł mu na ustach. Trząsł się, kiedy żołądek wyrzucał z siebie porcje niestrawionego jedzenia i alkoholu. Torsje trwały chwilę. Żałość trwała znacznie dłużej.

środa, 20 maja 2020

Zostań o poranku: Rozdział 31



Rozdział 31: Zdradzony

Obudził się zaniepokojony. Śniło mu się coś nieprzyjemnego, chociaż nie potrafił sobie tego przypomnieć. Rzadko miewał sny, a przynajmniej prawie nigdy ich nie pamiętał. Teraz jakieś obrazy przewijały mu się pod powiekami, ale szybko stały się mgliste, aż w końcu zniknęły w niepamięci. Przez chwilę trwał w bezruchu, pozwalając, by niepokój coraz mocniej się rozprzestrzeniał, aż poczuł promieniujące z boku ciepło. Charakterystyczne, kojące ciepło drugiego ciała. Niepokój zniknął. Wciąż zaspany Jurek uśmiechnął się lekko i otworzył oczy. Łukasz nie spał już od dłuższego czasu, widział to po jego trzeźwym spojrzeniu.
– Już się martwiłem, że się nie obudzisz – przywitał go takimi słowami. Jurek zmarszczył brwi i znosząc ciągnięcie w mięśniach, usiadł.
– Hm? – mruknął sennie.
– Petardy. Strzelają od rana. 
Gos zamrugał. Przetarł twarz dłonią i dopiero wtedy poczuł się odrobinę bardziej przytomnie. Zerknął na godzinę. Było chwilę po ósmej. Biorąc pod uwagę, o której się położyli przespał wiele godzin.
– Długo już nie śpisz?
– Kilka godzin – odparł. Jurek uniósł brew, przyglądając się ułożonym włosom i narzuconej na tors jasnej koszulce Łukasza.
– Dlaczego mnie nie obudziłeś? – spytał niezadowolony. Łukasz najprawdopodobniej nudził się od długiego czasu.

wtorek, 28 kwietnia 2020

Zostań o poranku: Rozdział 30 cz. II


Tak tylko wspomnę, że ten rozdział jest zdecydowanie 18+. Czujcie się ostrzeżeni (bądź zachęceni) ;)

Rozdział 30: Zbliżenia cz. II

Reszta dnia w pracy była horrorem. Jurek zadręczał się wszystkim. Od tego, co mógł mieć w planach Marcin i czy już je realizował – Jurek bowiem był przekonany, że Słowiński na pewno chce odzyskać Łukasza – po to, co działo się za jego zamkniętymi drzwiami. Przytłoczyło go to do tego stopnia, że drżały mu ręce, a on nie potrafił narysować najprostszego szkicu.
Może Beata miała rację? Może faktycznie tylko wszystko psuł…
Z takimi myślami wrócił do domu, gdzie przywitała go cisza. Brakowało mu Janka, który najpewniej potrafiłby rozgonić zmartwienia przynajmniej na moment. Do jego powrotu jednak wciąż pozostawało kilka dni, Jurek więc nie mógł na to liczyć. Telefonowanie też nie wydawało mu się słuszne. Co innego zobaczyć się z Czyżewskim twarzą w twarz, a co innego wyżalać mu się w słuchawkę.
Najbardziej dołował go brak odzewu ze strony Łukasza. Zazwyczaj o tej porze byli już umówieni, ale wychodziło na to, że tego wieczoru nie mieli spędzić razem. Być może Nakonieczny spędzi go z Marcinem? Na tę myśl coś przewróciło się Jurkowi w żołądku. Czy oni faktycznie mogli jeszcze do siebie wrócić? Jurek odpowiedział sobie w głowie, że mogli, bo niby dlaczego nie? Marcinowi niczego nie brakowało, a jeżeli miał w sobie odpowiednią ilość motywacji i samozaparcia…

piątek, 17 kwietnia 2020

Zostań o pornaku: Rozdział 30 cz. I



Rozdział 30: Zbliżenia cz. I

Przed dziewiętnastą starł pod swoją kamienicą, naciągając szalik mocniej na twarz. Miękki materiał skutecznie chronił szyję i brodę przed chłodem, jednak nos i policzki były pozbawione tego udogodnienia, przez co mocno go szczypały. Jerzy bowiem wcześniej wybrał się na długi spacer, więc zdążył już przemarznąć na kość. Rozgrzewał teraz skostniałe dłonie pocierając jedną o drugą i rozglądał się czujnie po parkingach, chcąc wypatrzeć Łukasza. Niestety, spodziewał się, że ten przyjedzie o czasie, a nie przed czasem, więc czekało go jeszcze kilka minut na chłodzie.
Może nawet dobrze. Było coś kojącego w świeżym powietrzu, które mroziło mu oddech i w czerni nocy rozświetlanej pobliskimi latarniami. Jerzy czuł się w miarę spokojny, gdy stał tak i obserwował pojedynczych ludzi, którzy go mijali. Oni nic od niego nie wymagali, nie oceniali… Większość nawet go nie znała, tak samo jak i on ich nie znał, mimo że część z nich była jego sąsiadami od dawna. Zastanawiał się, jak wielu z nich przeżywała podobne kryzysy. Jak wielu zawaliło się życie, w którymś momencie, a oni musieli je z powrotem pozbierać.
Jerzy czuł, że właśnie to robił. Zbierał co mógł i starał się z tego złożyć spójną całość. Koncentrował się na pozytywach, na ludziach, którzy są dla niego, a on mógł być dla nich, nie na tych, którzy chcieli wbić mu nóż w plecy i tylko pogłębić ranę.
Tylko ta Małgosia nie dawała mu spokoju…