Rozdział 18: Nie jego skrawek ziemi
Wbrew wcześniejszym słowom
Nakoniecznego, Jurek nie miał powodów do obaw. Owszem, wypili
wspólnie piwo, atmosfera rozluźniła się, wypili drugie piwo i zrobiło
się naprawdę miło, ale przez cały czas dzieliła ich niewidoczna granica,
bariera, której Łukasz ani na chwilę nie przekroczył. Jurek przyglądał mu się
uważnie, rejestrując jak relaksuje się od alkoholu i zapada głębiej w miękkim
materacu sofy i to było wszystko. Łukasz nie podpuszczał go więcej, nie zgrywał
się. Wyglądał na zmęczonego po całym tygodniu. Jego ciepłe oczy z chwili na
chwilę robiły się coraz bardziej ociężałe, powieki przymykały się na troszkę
dłużej…
Jurek nie patrzył wcześniej
na zegarek, czas leciał mu w mgnieniu
oka, więc nie czuł takiej potrzeby, ale w końcu zerknął na wskazówki.
Było przed dwunastą.
Mimo to siedzieli dalej,
racząc się ciemnym browarem w kuflach. Jurek nigdy by się nie spodziewał, że
będzie potrafił rozmawiać z Nakoniecznym tak otwarcie, o tematach niezwiązanych
z pracą, czy o nich samych – bo to zazwyczaj tak właśnie było. Dogryzali sobie,
że jeden jest taki, a drugi taki, a im dłużej z nim przebywał, im lepiej go
poznawał, miał wrażenie, że nie różnili się od siebie za bardzo. Może nawet
byli do siebie odrobinę podobni.
Zdystansowani, poważni, na
pierwszy rzut oka raczej nieprzyjemni i mało przyjaźni, ze stanowczymi
poglądami… Uparci.