wtorek, 9 lipca 2019

Zostań o poranku: Rozdział 18


Rozdział 18:  Nie jego skrawek ziemi

Wbrew wcześniejszym słowom Nakoniecznego, Jurek nie miał powodów do obaw. Owszem,  wypili  wspólnie piwo, atmosfera rozluźniła się, wypili drugie piwo i zrobiło się naprawdę miło, ale przez cały czas dzieliła ich niewidoczna granica, bariera, której Łukasz ani na chwilę nie przekroczył. Jurek przyglądał mu się uważnie, rejestrując jak relaksuje się od alkoholu i zapada głębiej w miękkim materacu sofy i to było wszystko. Łukasz nie podpuszczał go więcej, nie zgrywał się. Wyglądał na zmęczonego po całym tygodniu. Jego ciepłe oczy z chwili na chwilę robiły się coraz bardziej ociężałe, powieki przymykały się na troszkę dłużej…
Jurek nie patrzył wcześniej na zegarek, czas leciał mu w  mgnieniu oka, więc nie czuł takiej potrzeby, ale w końcu zerknął na wskazówki.
Było przed dwunastą.
Mimo to siedzieli dalej, racząc się ciemnym browarem w kuflach. Jurek nigdy by się nie spodziewał, że będzie potrafił rozmawiać z Nakoniecznym tak otwarcie, o tematach niezwiązanych z pracą, czy o nich samych – bo to zazwyczaj tak właśnie było. Dogryzali sobie, że jeden jest taki, a drugi taki, a im dłużej z nim przebywał, im lepiej go poznawał, miał wrażenie, że nie różnili się od siebie za bardzo. Może nawet byli do siebie odrobinę podobni.
Zdystansowani, poważni, na pierwszy rzut oka raczej nieprzyjemni i mało przyjaźni, ze stanowczymi poglądami… Uparci.

środa, 19 czerwca 2019

Zostań o poranku: Rozdział 17



Rozdział 17: Cisza przed burzą  

Droga przez Warszawę była męcząca, a Łukasz milczący – po tym, jak podał mu adres już się nie odezwał. Jurek zerkał na niego bez słowa, czując, że panująca między nimi atmosfera staje się z każdą chwilą coraz bardziej gęsta. Deszcz za oknami siąpił, nie poprawiając im nastrojów.
Jurek był zaniepokojony ostatnimi wydarzeniami, a Nakonieczny… On był po prostu zły i nerwowy. Z pretensją wpatrywał się w toczące się przed nimi samochody, tak jakby miało to pomóc wcisnąć im gaz do dechy – niestety, morderczy wzrok Łukasza, choć robił wrażenie, nie miał aż takiej mocy.
Na szczęście w końcu udało im się przyśpieszyć. Zarówno Jurek, jak i Łukasz odetchnęli na to z ulgą. Gos mógł udawać, że skupia się na drodze, a jego pasażer trochę się rozluźnił, zerkając na zegarek.
– Zdążymy. – Jurek przerwał ciszę cichym pomrukiem, jakby sam nie był do końca pewien, czy powinien przerywać tę nieprzyjemną atmosferę.
Łukasz pokręcił głową ze zrezygnowaniem.
Jurek docisnął pedał gazu, znacznie przyśpieszając.
– Zdążymy –  powtórzył pewniej, wyprzedzając pierwsze samochody. Łukasz wyprostował się w fotelu, po czym zerknął ciekawsko na licznik. Wciąż się boczył, inaczej pewnie nie szczędziłby sobie komentarzy. Jurek tylko nie wiedział czy przychylnych, czy jednak nie.

piątek, 7 czerwca 2019

Zostań o poranku: Rozdział 16


Rozdział 16: Niemile widziany

– Nie wiedziałem, że masz brata. –  Łukasz odezwał się w chwili, kiedy parkował pod biurem. Na placu znajdowało się już kilka samochodów, w tym Leon Jurka, a przy wejściu stało kilkoro pracowników, którzy kończyli palić porannego papierosa.
Jurek spojrzał na mężczyznę z roztargnieniem, unosząc wysoko brwi. Wyłączył się podczas jazdy i był przekonany, że Łukasz nie zainicjuje już rozmowy, ale jak widać Nakonieczny nie mógł się obejść bez krótkiej pogawędki.
– Żeby mieć bratanka trzeba mieć brata – nakreślił swój tok myślenia, a policzki Jerzego przybrały odrobinę intensywniejszy kolor.
Zaklął w myślach, mrożąc Łukasza złowieszczym wzrokiem. Chciał żeby mężczyzna poczuł ciężar tego spojrzenia, żeby zrobiło mu się głupio albo przynajmniej nieswojo, ale Łukasz oczywiście siedział rozluźniony, spoglądając na niego z ciekawością. 
– Przyszywany – warknął krótko, chwytając za klamkę.
Łukasz uśmiechnął się pod nosem, a potem pokręcił głową, gasząc samochód.
– Rozumiem – odparł w chwili, kiedy obaj wysiedli z auta. Jerzy zacisnął dłonie w kieszeniach płaszcza i postarał się uspokoić w myślach.
– Czyżby? – zapytał ostrym tonem.
– A co, uważasz, że to przekracza moje zdolności intelektualne? – rzucił zaczepnie, wsadzając dłonie do kieszeni czarnej, skórzanej kurtki. Jurek ogarnął wzrokiem całą jego sylwetkę.
– Tak – stwierdził poważnie, przyśpieszając kroku. Łukasz znowu pokręcił głową, ale na szczęście nie zrównał się z nim, tylko został w tyle.

poniedziałek, 27 maja 2019

Zostań o poranku: Rozdział 15


Rozdział 15:  Miłe gesty
Nakonieczny zatrzymał się na parkingu pod kamienicą Jurka i spojrzał na pasażera oceniająco, tak jakby bił się z myślami, czy jeszcze coś powiedzieć, czy już sobie odpuścić. Jurek postanowił podjąć tę decyzję za niego i przerwał kontakt wzrokowy, odpinając pas. Czuł się nie na miejscu i, żeby być szczerym, było mu głupio – wiedział, że zjebał sprawę, a cały ten dzień pokazał, jaki był niestabilny.
Cisza między nimi była gęsta niczym stygnąca czekolada, ale nie było w niej za grosz słodyczy; jedynie to dziwne napięcie i niezręczność.
Krótkie spojrzenie, cisza, odwrócony wzrok, cisza.
Jurek chwycił za klamkę i uchylił drzwi. Do jego płuc wdarło się świeże, mroźne powietrze. Przerzucił już jedną nogę przez drzwi, a wtedy usłyszał za sobą ciche westchnięcie i całe jego ciało się spięło. Odetchnął, po czym ogarnął wzrokiem znajome osiedle, a kiedy wychylił głowę zza bezpiecznego dachu na nos spadła mu kropla deszczu, otrzeźwiając go.
Chwila ta jakby nabrała tempa, myśli wróciły na swój tor, a wokół zrobiło się głośniej; jakaś kobieta, idąca pośpiesznie chodnikiem, wykrzykiwała gniewne słowa do telefonu, zza czyjegoś okna, po drugiej stronie ulicy, wybijał się głęboki, przeszywający dźwięk basów, a tuż przy drzwiach do jego klatki pałętał się biały, pobrudzony kot. To w nim Jurek ulokował spojrzenie, zerkając na niego jak na intruza, wroga jakiegoś, który gotów był wszystkich przechytrzyć i wkraść się do jego domu.  
Zasiedział się, nie mogąc oderwać spojrzenia od pchlarza, który pomiaukiwał bezradnie i kulał na jedną łapę. Łukasz, zdziwiony tym bezruchem i roztargnieniem Jerzego, przesunął wzrok i również dostrzegł ranne zwierzę.
– Masz jakiś uraz do kotów? – zapytał z wolna, nie rozumiejąc tej przeciągającej się chwili.

niedziela, 5 maja 2019

Zostań o poranku: Rozdział 14


Rozdział 14: Szef, kurwa, idealny
Jurek nakierował mętne spojrzenie na twarz mężczyzny, który znajdował się znacznie bliżej niż kiedykolwiek powinien; widział jego długie, ale proste, ciemne rzęsy, szkliste, granatowe oczy, które potrafiły złapać Jurkowe spojrzenie w sidła niczym wnyki, widział krótkie, szorstkie włoski na policzkach i każdą jedną głębszą zmarszczkę mimiczną. Widział to wszystko i był przerażony.
Przerażała go bladość wąskich ust i dotyk silnych, męskich palców, które schwyciły go za włosy, nie pozwalając mu odwrócić głowy.
– Puść mnie, grzecznie cię proszę – syknął, starając się grać bardziej pewnego siebie, niż był w rzeczywistości.
– Wolałbym żebyś prosił niegrzecznie – odpowiedział mu ze swoim zwyczajowym uśmieszkiem. Jurek wzdrygnął się na ten niski, wibrujący głos, po czym odsunął się gwałtownie. To było uwłaczające! Na dodatek obrzydliwe, chore i zdecydowanie zbyt śmiałe, jak na ich zwyczajowe utarczki. Dęba nie wydawał się tym przejmować, zaśmiał się otwarcie, a jego palce bez żadnego oporu i siły opadły razem z całą ręką na łóżko. Na jego wargach wykwitł szeroki uśmiech, a Jurek w końcu zsunął się z materaca i stanął pewnie na nogach.
– Niedoczekanie. Dostałem, co chciałem, a teraz wychodzę – warknął, poprawiając wymięte ubranie. Było mu strasznie gorąco w grubym swetrze i od alkoholu… i poniekąd od słów mężczyzny.
– A gdzie moja zapłata? – zakpił prześmiewczo Dęba, rozkładając się na łóżku wygodnie.