wtorek, 18 lutego 2020

Zostań o poranku: Rozdział 27


Rozdział 27: Trzy prawdopodobne teorie

Łukasz uścisnął Jurka mocniej, sprowadzając go na ziemię. Wszystko to, co do tej pory działo się w jego głowie, zostało na chwilę przerwane przez ten jeden bodziec. Znak, że ich wspólny moment nie mógł trwać wiecznie.
Jurek to rozumiał. Z zażenowaniem rozluźnił uścisk, pozwalając Łukaszowi wysunąć dłoń. Policzki odrobinę mu poróżowiały, gdy doszło do niego z jakim uporem go chwytał, niemalże jak tonący chwytał się brzytwy.
Mimo to puścił. Będzie musiał to udźwignąć nie zważając na okoliczności. Łukasz mógł być, a mogło go nie być, Jurek się nie łudził. Być może tylko się bał. Wciąż się bał jego reakcji. Tego czy zostanie, czy odejdzie, czy teraz stanie mu się obojętny? Być może Jurek nie będzie już dłużej dla niego ciekawy? Nie będzie stanowił żadnego wyzwania, które Łukasz przecież lubił. A może będzie na odwrót, stanie się jeszcze ciekawszy w sposób w jaki wcześniej mężczyzna nie zwracał na niego uwagi…?
– Wiem… Masz pracę – powiedział, zerkając w górę na Łukasza, który powoli się podniósł.
Nakonieczny skinął głową, ale jego ruchy były niepewne. Tak jakby się wahał, czy mógł zostawić Jurka samego.
– Całe mnóstwo pracy – odpowiedział, próbując się uśmiechnąć. Nie wyszło mu to. Jego brwi zmarszczyły się, a mięśnie twarzy napięły, całkowicie niwelując uśmiech.
– Rozumiem. – Jurek odpowiedział cicho.
Śledził uważnie każdy ruch mężczyzny, a widząc jego wahanie, postarał się o równie blady uśmiech.

wtorek, 14 stycznia 2020

Zostań o poranku: Rozdział 26


Rozdział 26: Apogeum
 
Chwilę przed tym jak Stanisław miał przyjechać do biura, Łukasz wyszedł do łazienki przemyć twarz. Nie wyglądał dobrze, z czego zdawał sobie sprawę, chociaż teraz jego wygląd był dla niego sprawą drugorzędną. Jurek wiedział jednak, że mężczyzna chciał zrobić dobre wrażenie na jego ojcu, którego darzył szacunkiem.
Pokój bez niego zrobił się okropnie pusty, cichy i przerażający. Jurek siedział w nim jak na szpilkach, mając dziwne obawy, że zaraz go tu ktoś przyłapie i oskarży o coś. Nie powinien mieć takich myśli, bo przecież nie miał złych intencji, ale po tym wszystkim, co ostatnio przeżył, nie był w stanie siedzieć tak po prostu, spokojnie i bez nerwów w gabinecie Łukasza. Nie mówiąc już nic o tym, że przez Łukasza też się denerwował i o niego też się denerwował i denerwował się też o to, czy mężczyzna wypocznie dzisiaj tak, jakby Jurek tego chciał.
Łukasz zaprzątał całą jego głowę.
Łukasz, który odgarnął mu włosy z twarzy gestem tak delikatnym, że ledwo zahaczył opuszką palca o jego czoło i przyprawił go tym samym o takie dreszcze, jakich Jurek dawno nie czuł. Łukasz, który ściskał go za biodro, a potem… potem przesunął ręką dalej po jego podbrzuszu, doprowadzając go tym samym do stanu bliskiego zawału…
Przestań.  

sobota, 28 grudnia 2019

Zostań o poranku: Rozdział 25


Rozdział 25: Niemożliwe

Dwa samochody pędziły w szaleńczym wyścigu, jeden tuż za drugim, a emocje obserwujących ich ludzi sięgały zenitu. Z boku wyglądało to spektakularnie. Biorąc pod uwagę, jak prezentowały się auta musiało się na nie bardzo przyjemnie patrzeć. Bentley w kolorze butelkowej zieleni lśnił odbijając światła pochodni, przyciągał wzrok i budził zazdrość niejednego zawodnika, audi Sandry zaś parło do przodu, nie dając Jurkowi żadnych szans…
Tak przynajmniej wyglądało to z perspektywy widzów.  
Jurek bowiem specjalnie nie dociskał gazu do dechy, nie denerwował się i nie bał, że coś pójdzie nie po jego myśli. Nie podzielał ekscytacji widowni. Siedział Sandrze na ogonie i czuł ten specyficzny dreszczyk emocji, który urzekł go za pierwszym razem, ale był spokojny i zrelaksowany. Palcami postukiwał o kierownicę, a wzrok czujnie wbijał w tor.
Pomimo decyzji, którą podjął nie chciał dać Sandrze odczuć, że odpuścił. Kobieta najprawdopodobniej obraziłaby się za to śmiertelnie, a znając jej temperament może i nie odbyłoby się bez rękoczynów. Jurek natomiast chciał to zakończyć z klasą, tak jak na niego przystało.
Miał wrażenie, że wszyscy śledzą uważnie każdy jego ruch, chociaż tak naprawdę niewiele go było widać zza szyby samochodu, a już zwłaszcza, kiedy znikał za drzewami. Tam, kiedy droga robiła się wyboista i piaszczysta zwalniali z Sandrą do bezpiecznych prędkości. Oboje czuli, że nic im nie zagraża ze strony drugiego, więc nie wygłupiali się tak bardzo – w końcu to nie był sezon na takie ściganie, drogi były wilgotne i łatwo było o poślizg.
Jurek cieszył się, że kobieta nie chce się popisać za bardzo i nie daje się zgłupieć. Chociaż może to dlatego, że ciągle prowadziła. Gos czasami zbliżał się do jej tyłów, kilka razy nawet  się z nią zrównał, jednak mijały ledwie sekundy, nim Sandra zostawiała go odrobinę za sobą.

czwartek, 7 listopada 2019

Zostań o poranku: Rozdział 24


Rozdział 24: Fałszywe intencje

Powiedzieć, że miał kaca moralnego to mało. On był chory. Leżał w łóżku okryty kołdrą i patrzył w sufit, nie zwracając uwagi na zdołowanego Janka, który przycupnął w kącie łóżka i patrzył na niego nierozumnym wzrokiem. Taki stan rzeczy bowiem utrzymywał się od kilku godzin.
Janek przyszedł do niego po południu i zastał go… Takiego właśnie. Apatycznego, zamyślonego i bladego jak ściana. Na nic zdały się rozmowy, na nic zdał się jego monolog. Jurek wydawał się odlecieć gdzieś do innego świata i nie było z nim kontaktu. Pomrukiwał coś jedynie, patrząc w sufit, a Janek już nie wiedział, jak z nim rozmawiać.
Jurek mu się nie dziwił. Sam by nie wiedział, jak ze sobą rozmawiać. Najlepiej by było, gdyby całkowicie był tej funkcji pozbawiony; dzięki temu najpewniej nie przysparzałby tylu problemów sobie i innym.
Jak on mógł?
Wnętrzności skręciły mu się w brzuchu boleśnie.
Jak on teraz spojrzy Łukaszowi w twarz?
Myślał, a im dłużej nad tym rozważał, tym bardziej trawiła go panika. Chciałby już nigdy więcej go nie widzieć, żeby nie musieć z nim rozmawiać i nie tłumaczyć się. Bo przecież obaj przesadzili. Różnica tylko była taka, że Łukasz był w jednym z najgorszych okresów życia, a Jurek tylko mu dołożył.

poniedziałek, 14 października 2019

Zostań o poranku: Rozdział 23



Rozdział 23: Zbyt wiele
Informacja ta dochodziła do niego powoli, wprawiając go w coraz większą zadumę. Potrzebował chwili, by przeanalizować sytuację, by przemyśleć to wszystko, a im dłużej myślał, trwając w zawieszaniu, tym bardziej sprzeczne emocje w nim szalały.
Cieszył się.
I był przerażony.
Uśmiech, który powoli miał wykwitnąć na jego twarzy, przykryło zasępienie. Potem znowu poczuł, że chce się uśmiechnąć i równie szybko wróciła do niego początkowa dezorientacja. Dlatego też trwał w bezruchu, a żaden mięsień jego twarzy nawet nie drgnął.
Był bombardowany uczuciami, wspomnieniami i słowami, których ostatnio był świadkiem. Huragan w jego głowie wzmagał się, żołądek zacisnął w supeł, a brwi zmarszczyły się. Była to jego pierwsza reakcja, która wywołała za sobą lawinę następnych; Jurek pobladł, palce splótł nerwowo pod stolikiem, z tyłu potylicy i na karku poczuł gorące, nieprzyjemne dreszcze. Jakby się bał. Bał się, ale wciąż gdzieś po drugiej stronie własnej głowy czuł radość.
Ta idealna para w końcu rozpadła się na dwie, oddzielne połówki! Coś co wydawało się całością, niczym jebana pomarańcza, rozłamało się! Czy było to aż takie dziwne? Kiedy patrzyło się na taką pomarańczę pierwsze co rzucało się w oczy to gruba skóra. To ona spalała cały środek. Środek, który po odkryciu był podatny na zranienia. Wystarczyło tylko nacisnąć, a już pękał. Wcale nie stanowił nierozłącznej całości.
Z nimi było tak samo.